// czytasz...

Prywata

Rok na Słowacji

I tak oto minął rok i jeden tydzień na Słowacji. Przyjechałem Polskim Busem i wyjeżdżam Polskim Busem. Były hajlajty i lołpointy, ale zleciało cholernie szybko.

Te 12 miesięcy to było mnóstwo pracy – w pracy, ale i po pracy; bardzo dużo podróżowania – policzyłem, że w drodze spędziłem w sumie jakieś 2 miesiące; dużo różnych innych zajęć; trochę zabawy itd.

Chyba wcześniej już pisałem o tym, a może nie… Jak przyjeżdżałem tutaj właściwie nie miałem wyobrażenia Słowacji. Teraz oczywiście mam dużo więcej wiedzy, doświadczeń i obserwacji, ale nadal trudno mi określić jakim krajem jest Słowacja. Jak napisałem we wstępie – było różnie, kilka wyjątków poniżej.

Hajlajty:

+ Góry i małe miejscowości. Letnie wycieczki po północnej i wschodniej Słowacji, spacery po górach oraz przejażdżki słowackimi pekaesami i pociągami to są rzeczy, która zdecydowanie najlepiej zapamiętam z całego pobytu tutaj.

+ Dunaj i moje ponownie rozbudzone zamiłowanie do sportów. Te dwie rzeczy zestawiłem w parę, bo biegając i jeżdżąc rowerem właśnie wzdłuż Dunaju nakręcałem się na przebiegnięcie półmaratonu i transgraniczne wycieczki rowerowe.

+ Przypadkowo spotkane osoby dzielące się alkoholem i innymi używkami.

+ Kilka wieczorów z przeróżnymi świrami w rolach głównych.

 

Przełęcz Demianowska, sielsko...

Przełęcz Demianowska, sielsko…

 

Lołpointy:

– Postawy i poglądy wielu Słowaków. Apatia i obojętność, często bylejakość, wrogość etc. Nic dobrego.

– Nacjonalizm i rasizm. Niestety. W żadnym kraju nie spotkałem się z tak negatywnymi postawami wobec niektórych grup społecznych. Choć Słowacy swój autoportret malują takimi kolorami jak nowoczesność, bogactwo itd. to rzeczywistość jest zupełnie inna.

– Dyskusje. Niestety większość dyskusji na tematy bardziej poważne niż wieczorny alkohol, kończy się zwykle wymianą bardzo dziwnych argumentów. Niestety w społeczeństwie słowackim widać brak tradycji mieszczańskich i inteligenckich.

– Bratysława i jej irytujące błahostki. Bratysława jest miejscem dosyć depresyjnym, przynajmniej przez połowę roku. Bratysława to też milion błahostek, które w sumie dają denerwującą całość – ludzie, którzy tłoczą się przy drzwiach autobusu, dziury w chodnikach i wszędobylskie samochody, kierowcy, którzy nie zatrzymuja się nawet jeśli widzą, że przechodzisz ulicę na pasach, osoby, które pracują w obsłudze klienta i nie mówią po angielsku itd. itd.

Tak patrzę na te listy i widzę, że wszystko zależy od ludzi…

 

Co dalej z blogiem? Będę kontynuował jego prowadzenie – materiałów mam pewnie nawet i na kilka lat pisania. Będzie więcej informacji o Słowacji, a mniej moich opinii, a więc pewnie będzie bardziej użyteczny dla większości z Was.

Be Sociable, Share!

Discussion

No comments yet.

Post a comment