// czytasz...

Ciekawostki i anegdoty

Socrealne fascynacje

Szanujący się podróżnik ma do wyboru, albo wyprawę za jeden uśmiech, albo hamak pod palmą. Dobrze, żeby podróż była gdzieś daleko, żeby nazwy miast były niewymawialne, a miejscowi żyli za jednego dolara. Jakby jeszcze tutaj wpleść historię plemiennego wodza w stanie spoczynku czy tresera hipopotamów to materiał na slajdowisko w miejskiej dżungli gotowe. Definicje podróżowania, podróżniczego poznania oraz podróżniczej fascynacji warto jednak poszerzyć o to, co mamy za oknem. Ktoś mógłby powiedzieć “a cóż takiego mamy za oknem, morze betonu…” Być może to dziwna sugestia, ale ileż historii kryje się za oknami blokowisk, ileż legend zrodziło się wokół rozsypujących się pomników ku czci osobistości spod czerwonej gwiazdy!

Kłócił się nie będę – socrealizm to najczęściej monumentalizm i tandeta zaklęte w betonie. Podróżując jednak głównie po tej części świata, która przeżyła swoją przygodę z komunizmem w wydaniu sowieckim, zauważyłem, że tak jak we Lwowie nie odnajdziemy dwóch identycznych balkonów, tak w całym czerwonym obozie nie odnajdziemy dwóch identycznych socrealizmów. To komunistyczne “czary-mary” posypane było lokalnymi przyprawami, które zbierane były najczęściej albo z historii, albo z tradycji, albo z indywidualnych wyobrażeń lokalnych wizjonerów.

Tyle dywagacji, czas na (soc)realizm. Mój zachwyt zdobyły betonowe perły m.in. Estonii, Armenii czy Słowacji. Oswoiłem je też pijąc tam nie jedno piwo, kopiąc porzuconą puszkę, czy układając piramidy z kapsli.

(…)

Na srebrnym ekranie

Za lasem stojącym tuż za obiektem sowiecka administracja rozsypała wiaderko z klockami, które ułożyły się w blokowisko. Tutejsza dzielnica Lasnamäe walczy z bratysławską Petržalką o miano największego blokowiska Europy. Obie dzielnice mają wiele wspólnego pomimo znacznej odległości. Obie liczą po około 115 tysięcy mieszkańców, obie były budowane w latach 70. XX wieku, obie składają się właściwie tylko z bloków i stanowią zwartą całość, przez długi czas właściwie stanowiły autonomiczne organizmy w granicach swoich miast. To, co najbardziej fascynujące to role, które zagrały w zachodnich filmach. Lasnamäe w filmie Lukasa Moodyssona Lilja 4-ever wcieliła się w rolę postsowieckiej, wprawiającej w depresję dzielnicy biedy i źródła dziewcząt dla zachodnich domów publicznych. Bratysława, w domyśle Petržalka, zagrana przez blokowisko w Koszycach (również na Słowacji) stała się powodem przerażenia bohaterów amerykańskiej komedii Eurotrip. Jeden z bohaterów wypowiada kwestię: “dobrze, że przyjechaliście latem, zimą może być tu naprawdę ponuro”, a za nim straszy blok bez drzwi i z powybijanymi szybami…

Blokowisko w Bratysławie – Petrzalka

 

A różnice? Na Lasnamäe, w czasie istnienia Związku Sowieckiego mogli osiedlać się właściwie tylko Rosjanie – kilka dekad temu, Estończycy wręcz nie mogli kupić mieszkania, czy zbudować domu. Na Petržalce z kolei piętra mieszkalne zaczynają się często na tyle wysoko, że i tu trzeba było wznosić schody i wiadukty między blokami.

(…)

 

Nie ważne, w której części dawnego obozu, architektura poprzedniej epoki wzbudza mieszane uczucia. Ma w sobie coś, co zachęca młodzież do tagowania i bazgrania, starszych do zażartych dyskusji – burzyć czy chronić, a w jeszcze innych wywołuje podziw. Warto jej się przyjrzeć dokładniej, bo te mury nie są nieme i opowiadają historie, legendy i anegdoty.

 

Artykuł pierwotnie miał się ukazać w magazynie elektronicznym Travinger, ale magazyn zaginął. Wrzuciłem go natomiast na Eesti.pl, gdzie można go przeczytać w całości. Zapraszam!

Be Sociable, Share!

Discussion

2 Responses to “Socrealne fascynacje”

  1. Fajnie, że ktoś w tym socrealistycznym morzu betonu dostrzega nie tylko samo zło. Beton oczywiście nie jest najlepszym środowiskiem do życia, ale nie da się odrzucić myśli, że to nasza historia, która obejmuje cały blok postsowiecki. Budzi mieszane uczucia, ale zawiera w sobie wiele perełek, jak np. wyburzany ostatnio dworzec w Katowicach.

    Posted by Michal | October 15, 2012, 08:18
    • Dworzec w Katowicach to brutalizm (powiedzmy, że to takie echo modernizmu), który przecież miał więcej wspólnego z architekturą zachodu niż wschodu. Często etykietka “komunistyczny”, “socrealny” etc. to przepustka, by zniszczyć, bez wcześniejszej analizy, bez “pomyślunku”.

      Posted by Kazimierz Popławski | October 15, 2012, 08:39

Post a comment