// czytasz...

Odkrywanie Słowacji

Tatry Zachodnie

Ostatni weekend był okazją do polsko-słowackiego spotkania, a w takich okolicznościach najlepszym miejscem są góry, bo przecież leżą na samej granicy. W Tatrach Zachodnich (Zapadne Tatry) spotkałem się z Piotrem, z którym zdobyliśmy Baraniec (Baranec).

Ten wyjazd właściwie klasyczny przebieg – nocny pociąg z Bratysławy na północ, pierwszego dnia wędrówka, drugiego dnia zwiedzanie. Przed spotkaniem z Piotrem w Liptowskim Mikulaszu miałem kilka godzin, więc wykorzystałem ten czas na pieszą wycieczkę po mokrych i mrocznych rużomberskich lasach. Chciałem odwiedzić zamek w Likawie, ale ze względu mrok, sporo czasu spędziłem odszukując właściwą ścieżkę i do zamku nie dotarłem. Trudno.

Głównym punktem programu były jednak Tatry Zachodnie. Spotkaliśmy się w Liptowskim Mikulaszu, stąd autobusem dotarliśmy do Żaru i ruszyliśmy w góry. Naszym celem był szczyt Barańca, który wznosi się na 2185 m.n.p.m., a więc był to największy szczyt, na który do tej pory wchodziłem. Co można powiedzieć o Tatrach? Są piękne. Co prawda już wcześniej w Niskich Tatrach i w Słowackim Raju mogłem cieszyć się widokiem na kosodrzewinę czy głazowiska, ale to Tatry (Zachodnie i Wysokie) były powtórką z lekcji geografii – tu są żleby, piargi, kosodrzewina.

 

Szczyt Barańca widziany z grani południowo-wschodniej

 

Na Baraniec wchodziliśmy idąc Żarską Doliną, dalej w Przełęczy Żarskiej obraliśmy kierunek Barańca. Choć rozpoczynając drugą część wędrówki wydawało się, że jest spory kawałek, to jednak nie przysporzył żadnych problemów. Widok z góry jest niesamowity – z jednej strony szczyty gór, z drugiej cała dolina Wagu jak na dłoni – dolina, Liptowski Mikulasz, Liptowska Mara i dalej ściana stworzona z Niskich Tatr. Najgorsza część wędrówki – zejście, ale, że to najnudniejsza część to nie będę się rozpisywał.

 

Dolina Wagu przysłonięta chmurami. Widok z Tatr Zachodnich.

 

Drugiego dnia zwiedzanie – przyjechaliśmy do Rużomberka, gdzie spotkaliśmy się z Silvią i w trójkę wybraliśmy się na spacer do Vlkolinca. Wieś ta jest jednym ze skarbów tradycyjnej słowackiej architektury drewnianej, którego piękno zostało docenione również przez UNESCO. Wieś robi niesamowite wrażenie, choć zapewne byłoby jeszcze piękniej, gdyby w tej małej miejscowości było mniej turystów.

 

Piękna drewniana architektura Vlkolinca

 

Statystyki wędrówek (3):

Łączny dystans: ok. 33 km.

Kalorie: 6960 kcal.

Be Sociable, Share!

Discussion

No comments yet.

Post a comment