// czytasz...

Praca na Słowacji

Cicho wszędzie, czyli pierwsze dni w pracy

W środę był mój “pierwszy dzień wszystkiego” – wprowadziłem się do mieszkania, gdzie zapewne przyjdzie mi żyć przez najbliższy rok i rozpocząłem pracę, w której będę pracował przynajmniej do kolejnego 1. lutego.

Choć Bratysławę arktyczne mrozy omijają to i tak temperatury spadają w ciągu dnia do 7-8 stopni poniżej zera, a w nocy nawet minus 13-14. Niskie temperatury to wystarczający powód, aby z trybu odkrywcy przestawić się na tryb stachanowca. O pracy będzie więc dzisiejszy wpis.

Być może trzy dni to za mało, aby wyrobić sobie konkretną opinię, ale na pewno wystarczająco, aby podzielić się pierwszymi wrażeniami i przemyśleniami.

Biuro mieści się w dzielnicy Ružinov, przy ul. Trenčianskiej jakieś 2-3 kilometry od ścisłego centrum. Dzielnica to taki tutejszy Mokotów, gdzie wznoszone są “szklarnie”, w których powstają nowe biura. Biuro Visibility (a więc firmy, w której pracuję) mieści się w niewielkim, niepozornym budynku. Co zaskakujące w środku można odnieść wrażenie, że obiekt jest co najmniej 3 razy większy.

Biuro całej grupy, do której należy Visibility

Pierwsze wrażenie, o którym napiszę więcej przy okazji opisywania Bratysławy, to niemal przytłaczające cisza i spokój. Być może to natłok pracy, ale ludzie tutaj chyba też nie są związani ze swoimi biurkami, bo co drugie stoi puste i tylko co jakiś czas ktoś się przy nim pojawia. Kolejna sprawa, że po ciasnocie w ostatniej pracy, gdzie na osobe przypadało tyle metrów ile w chińskim mieszkaniu na parobka, przestrzeń robi wrażenie. Biuro jest nieźle udekorowane – i meble bardzo eleganckie, i sztuka porozwieszana jest po ścianach.

Pokój Visibility

Oczywiście pierwsze dni pracy to też przygody w wersji “light”. Pracę rozpocząłem tak, jakbym tutaj był co najmniej kilka tygodni. Zresztą – zadania przydzielone to nad czym tu się zastanawiać. Jedyny problem – nie dostałem jeszcze klucza do biura. Po pierwszym dniu pracy wyszedłem ostatni (wiadomo początek, długie godziny pracy zapisane w umowie i głupio tak się urwać…). Okazało się, że brama wjazdowa zamknięta. Co tu zrobić? Przeskoczyć przez płot! Dawno nie skakłem przez płot, więc sprawiło mi to wiele radości. Trochę tylko głupio, że chwilę później ktoś z biura obok wyjeżdżał, więc bramę otworzył. Następnego dnia okazało się również, że zatrzaskowe drzwi trzeba jeszcze dodatkowo zamknąć, ale jak tu je zamknąć bez klucza?

Za jakiś czas podzielę się już głębszymi i trafniejszymi wrażeniami z pracy.

Be Sociable, Share!

Discussion

No comments yet.

Post a comment